poniedziałek, 25 maja 2009
Rozdział XIV (last)
niedziela, 22 lutego 2009
Na jakiś czas...
środa, 18 lutego 2009
Rozdział XV c.d
Cofnijmy się do wakacji poprzedniego roku. Nie jest ważne jaki rok jest teraz jaki miesiąc- nic. Czytasz to sobie w listopadzie, grudniu? A może właśnie latem- w lipcu? Okej- to teraz uważaj... Cofnij się myślami do wakacji... Przyjemnie co nie? Ale tych rok temu... Może być? Okej, teraz czytając i wyobrażając sobie to wszystko myśl, że to właśnie wtedy się wydarzyło. Dokładne daty nie są ci tu potrzebne.
Tak zwane przypomnienie ślubu mieliśmy na Jamajce. Maty w pięknej białej sukni- pięknej, ale jednocześnie takiej... Skromnej. Nie miała butów- stała na boso ma tak piękne stópki na pięknej jamajskiej plaży, gdzie piasek był tak gorący jak podłoga u nas w domu gdy spieprzyłem nastawy na sterowniku (odpowiadającym za temperaturę podłogówki). Ja ubrany jak to ja... Nic zwyczajnego- miał być to ślub, jaki sobie kiedyś wymarzyliśmy... Także na boso, jeansy, odpięta koszula. Już- od cały mój strój.
Ksiądz, który nie wiedział co ma mówić, poproszony został o wypowiedzenie całej formułki po angielsku. Wszystko wyglądało na prawdziwy ślub, jednak i na moim i Maty palcu był już tatuaż, który zrobiliśmy sobie parę dni po pierwszym „prawdziwym" ślubie. Oprócz nas na plaży stali moi rodzice, oraz jej matka. Do tego dwaj świadkowie. Po wypowiedzeniu magicznego: yes i po namiętnym pocałunku (ojjj jak ja uwielbiam całować moją wspaniałą kobietę) podniosłem moją żonkę spojrzałem w niebo i wykrzyczałem: jestem kurwa szczęśliwy!
Kiedyś w naszym marzeniu- ten element był także bardzo ważny, a musiał zostać spełniony jako iż miał być to ślub marzeń. Kolejnym punktem do realizacji było wbiegnięcie do morza z moją żmijką na rękach żmijka- mówię tak na nią od lat młodości. Zawsze gdy wspominaliśmy swoje marzenie (a robiliśmy to bardzo często, podczas rozmów do rana...) śmialiśmy się, że wejdę na jakiegoś jeżowca i pokaleczę sobie stopy... Nie zgadniesz... Hehe, spokojnie- nie było żadnego jeżowca, ani nic w tym stylu. Mam nadzieję tylko, że zawahałeś się przez chwilę, czy faktycznie się stało tak jak sobie wymyśliliśmy... No więc ten element nie udał się na całe szczęście... Nie było już drugiego wesela, ani nic z tych rzeczy... Wszyscy mieliśmy rezerwacje w hotelu- rodzice na tylko tą noc, świadkowie na kolejne dwie, a my na najbliższy tydzień... Nie myśl, że opowiem co działo się w nocy po naszym ślubie.
Chociaż... Niech ci będzie:Szampan, piękna gwieździsta noc... Bardzo cieplutko... Pamiętam jak stałem wtedy na balkonie- paląc papierosa i patrzyłem sobie w gwiazdy, na księżyc... Nie dowierzałem cały czas... Za młodości tak szalałem za tą kobietą... I nadal szaleję, a mało tego jestem z nią tak długo... I jestem Tera szczęśliwy (Tera- T, przedrostek. Wartość *1012. Używaliśmy tego jako czegoś nie zwykłego, bardzo dużego. Wszyscy mówili Mega...Np. Mega dobrze...A Mega to przecież tyko *106) dzięki niej. Maty kocham cię... Wyszeptałem nie wiedząc nawet kiedy i usłyszałem w odpowiedzi i ja ciebie też...
Przyszła do mnie, zapalić razem ze mną papierosa. Uwielbialiśmy to robić... Z resztą nadal uwielbiamy i wszystko co możemy to staramy się robić razem- pomagać sobie... Zaczęliśmy rozmowę, dobrze pamiętam o czym rozmawialiśmy. Przekazywaliśmy sobie ten pełen podziw, jakby „nie wiarę" w to, że jednak jesteśmy tutaj, razem... Czujemy się cały czas jak nastolatkowie, którzy cieszą się każdą chwilą razem... Kiedy dzieje się coś pięknego to nie wiedzą dlaczego i nie chcą uwierzyć, że coś tak pięknego ich spotkało... Rozmowy o wszystkim... O tym co dziś jedliśmy na śniadanie, co powiedziała moja matka, a powiedziała: „naprawdę ślicznie wyglądacie razem" , czy co tam u dzieci- zostawiliśmy je pod opieką pani C. Rozmawialiśmy o tym co było, o tym co jest... O tym co będzie... Doszliśmy do wniosku, że tak bardzo chcieliśmy już być tak jak jesteśmy teraz- razem na wieki... A gdy już jesteśmy to jest bliżej do końca... Końca naszego życia- to jest trochę smutne. Wybacz, że tak się rozpędziłem.
Korzystamy z życia i nie smucimy się takimi sprawami. Zazwyczaj przemilczamy taki temat... Rozmawiamy w myślach. A ty tak masz? Umiesz rozmawiać z osobą na której ci bardzo zależy tak bez używania ust, języka? U nas wystarczy spojrzenie... I wiemy o co chodzi... Bez słów się przytulamy i jakby oddajemy część siebie, na poprawę samopoczucia... Korzystamy z życia, jak już napisałem... Carpe diem.. Zawsze chciałem aby każdy dzień, który przeżywałem był wykorzystany do końca... Tak, że gdybym umarł na koniec dnia- nie żałowałbym niczego co się w tym dniu stało... Szczerze mówiąc udało mi się to dopiero w związku z Maty. To ona, wspaniała kobieta nauczyła mnie robienia tego co się tak naprawdę czuje...
Noc wspaniała, jak cały tydzień, który spędziliśmy na jamajce. Zawsze chciałem tam pojechać z moją ukochaną, no i w końcu się udało.
Nie mam pojęcia czy nadal interesuje cię książka, którą piszę. Sam mam jakiś problem... Każde słowo zwrotu do kogoś piszę z odruchu dużą literą, a potem ją zmniejszam- to w końcu książka, a nie list.. Zauważyłeś błąd interpunkcyjny, który powtarzam co jakiś czas? Pewnie nie- myślisz, że to jakiś błąd w druku, albo kompletnie nie zwróciłeś uwagi. Może nauczę Cię teraz (o znów duża litera, ale tym razem jej nie poprawię) czytać? Heh, na pewno zajmował się tym rodzic do spółki z nauczycielem w szkole podstawowej... Bardzo dużo używam trzech kropek... Jeśli chcę urwać nagle wyraz i zakończyć daną myśl, kończę go stanowczo, kropką. Jeśli np. Chcę rzucić słowo, ale nie przerywać i pozostawiać do rozmyślenia czytelnikowi, to używam dwóch kropek.. Bo za nimi dalej tłumaczę swoją myśl. A jeśli chcę dać Ci do zrozumienia, że to jakiś problem został rzucony „na taśmę" to używam trzech kropek, jako takiego... Zamyślenia, czy przedłużenia końca wyrazu- tak jak to się robi mówiąc, opowiadając komuś coś (gdy brakuje ci słów, robisz „yyy").
Tak- w tym ostatnim fragmencie tłumacząc zasady swojego pisania, używałem tych znaków. Nic nadzwyczajnego i spokojnie- dopiero się uczę manipulowania ludźmi czytającymi książkę i powodowania uśmiechu, czy np. Pojawienia się myśli: „no fajnie, fajnie". Na pewno się przyzwyczaisz, zanim dojdziemy do pierwszego rozdziału...
poniedziałek, 16 lutego 2009
brak tematu
Dwa dni temu walentynki.. Pierwsze walentynki Maty i Vill'ego od kiedy są razem...
Delikatne zwątpienie? Wszystko zrozumiałe, wszystko zamierzone...
czwartek, 12 lutego 2009
Rozdział XV.
Czyli... W końcu jesteśmy szczęśliwi...
Przykład miłości, oddania, zrozumienia i szczęścia. Tak sądzę, że widzą nas ludzie. Nie przejmuje się tym jak i co myślą, ale jestem pewien, że nie tylko nam tak bardzo dobrze w tym wszystkim co stworzyliśmy.
Na przedmieściach Pozand mieszkam ja, Vill i moja żona Maty. Mamy dwójkę dzieci mam nadzieję, że nie zabije mnie za to,ale: na imię mają: Natasha i Maddox. Są przepiękne- za mamusią. Wspaniała Kobieta, którą szukałem tak bardzo długo... Na którą tak długo czekałem...
Nasze wspólne życie trwa od nie dawna. Oboje mamy pracę i jakoś wiążemy koniec z końcem. Nie narzekamy na nic. Najważniejsza jest dla nas rodzina i wzajemna obecność. Żyjemy normalnie- na tyle na ile umiemy. Maty gdy miała 18 latek została przeze mnie zarażona grą na basie. Zostało jej to do dzisiaj. Często idziemy do swojego pokoju gier i mmm i... Gramy. Ja gram na normalnej gitarze... Styl naszego życia odbiega od norm zwyczajnej rodziny. My jako rodzice kręcimy się tylko pomiędzy pracą, dziećmi, grą, sypialnią, a innymi „obowiązkami w domu”- np. Zapaleniem papierosa.
Gdyby nie nasza pomoc domowa- pani C. To chyba zakopalibyśmy się w syfie ogarniającym nasz domek z dnia na dzień. Oczywiście pomyślisz sobie teraz „jaką ty masz do cholery żonę, że nie sprząta i gdyby nie jakaś pomoc to byście sobie nie poradzili?” a ja odpowiem tak: kochaną. Zanim dotarliśmy do tego wszystkiego jakoś przeżyliśmy tak więc drogi czytelniku nie zaprzątuj głowy oceną mojej rodziny.
Często odwozimy dzieci do teściów i wybywamy na jakiś czas..Urlop w pracy i po prostu znikamy. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas. Może to i dziwne- jesteśmy małżeństwem... Znamy się bardzo długo i myślę, że bardzo dobrze. Mamy się na wyłączność i przez cały czas, a mimo tego brakuje nam takich wyskoków od codzienności.
Nie znudziłem się moją kobietą przez tyle lat. Coraz bardziej jej potrzebuje- zastanawiasz się dlaczego i czy to w ogóle możliwe?
Nie tylko ty. Piszę to może dlatego, że chce by moja ukochana to przeczytała i dowiedziała się czegoś. Mmm... Myślisz może, że nie umiem z nią rozmawiać i jej tego powiedzieć?
Umiem- robię to wszystko. Jednak chce na swój sposób by te moje myśli zostały spisane. Dlatego też (w ukryciu przed nią) piszę te słowa.
Jak można coraz bardziej pokochiwać po tylu latach znajomości i bycia razem...
Ze względu na m... No wiecie- miłość.
No okej, tak więc nasze życie nie jest też tak idealne i pełne jasnych barw. Jak w każdym związku pojawiają się problemy. Nie zawsze spowodowane są bezpośrednio przez jedno z nas. I związek nasz nie jest jakiś nie zwykły. Wszyscy się sprzeczamy, kłócimy, nie odzywamy przez jakiś czas do siebie- ale później bardzo się tego żałuje ze względu na uczucie... Umiem wczuć się w nią i sobie powiedzieć, że to co zrobiłem było nie na miejscu... Następnych takich scen niema. Nie unikamy powiedzenia sobie co się czuje, myśli na dany temat... My po prostu staramy się powiedzieć to tak, aby ta druga, kochana osoba zrozumiała zamiar. I może to dziwne, ale nie kłócimy się zbyt często... Połączenie naszych charakterów to czasem ostra burza- bardo rzadko jednak, ponieważ ja jestem człowiekiem spokojnym, który zazwyczaj szuka łagodnego rozwiązania. Nie koniecznie takiego w którym miałbym ja czy Maty wyjść na gorsze.
Kompromis.
Bo w końcu kompromis jest wtedy gdy obie strony nie są do końca zadowolone z tego co osiągnęły, a zostaje to na takim etapie, że nie przeszkadza ani jednej ani drugiej osobie... Gdy Maty była w ciąży z Maddoxem doszliśmy do wniosku, że należy przestać palić- dla zdrowia dziecka. Kiedyś z resztą za młodych lat obiecaliśmy sobie na spacerze, gdy rozmyślaliśmy o przyszłości, że gdy będziesz w ciąży to przestaniemy palić. Dlaczego ja także?
No ja w sumie to tylko ograniczyłem palenie, ale moja wspaniała kobieta przestała kompletnie. Nie paliłem w domu, ani w jej obecności. Wiedziała o tym, że wszędzie indziej palić będę, ale nie chciała bym o tym jej przypominał. Wspierałem ją faktem, że nie pale- chodź wiedziała, że nie do końca tak jest. Wiecie pewnie jak to jest- człowiek lubi się łudzić, oszukiwać... Ograniczenie palenia (a dla Maty kompletne zaprzestanie) było chyba jednym z gorszych momentów mojego życia, nie licząc wysranej przeszłości- do której się zbliżam (nie wiem czy zauważyłeś). Jednak daliśmy sobie z tym wszystkim radę. Maddox na świat przyszedł trochę wcześnie. Nie zastanawiałem się nigdy dlaczego pod wpływem chwili zapragnęliśmy dziecka- tak po prostu... Wiele rzeczy w naszym związku właśnie tak się działa- tak po prostu...
Dziecko urodziło się piękniutkie- z resztą jak każde bobaski, które widziałem w szpitalu. Spisując te słowa uśmiecham się bardzo szeroko, oczyma myśli widzę widok malutkiego Maddoxa.
Wychowanie go to był horror. Przynajmniej początek (chodzi mi o wiek przedszkolny). To jest dobre, a to złe i pytanie młodego Maddoxa: „a dlaczego?”. Czasem brakowało mi już sił na te odpowiedzi, zazwyczaj odpowiadałem i szedłem na papierosa- unikając w ten sposób kolejnego pytania z cyklu „a dlaczego?”. Jako nasze pierwsze dziecko zapewnialiśmy (no i nadal zapewniamy) mu wszystko czego tylko pragnął. Z Natashką nie jest tak do końca. Wiemy np, że nie należy kupować pomarańczowej pasty do zębów dziecku, bo one ją zje, a później będzie miało problemy z żołądkiem. Uczymy się cały czas- na przeżyciach Maddoxa uczymy się wychowywać Natashę (teraz pasta do zębów jest bezsmakowa- tak więc nawet nie przychodzi jej na myśl, żeby ją zasmakować).
Dzieci- owoc miłości, odpowiedzialność... Ojoj- można by tak wymieniać,jak można też opowiadać historie jakie nas z nimi spotkały. Jednak czuję się winny opowiedzieć tutaj dalej naszą historię.
Pozstanowiłem i... Zrezygnowałem z oznaczania stron książki.
wtorek, 3 lutego 2009
Ważne, na początek
Wstęp
.icśołim jenwep airotsiH
